czwartek, 7 października 2010

Lifestyle differences

Można tak,



a można i tak.



Kolejka pod Kaponierą po bilety MPK. Że też im się chce tak stać.
No dobra, żebym nie wyszedł na fanatyka. Rozumiem, że ktoś dojeżdża z Rataj na Morasko. To jest naprawdę daleko.



Ale nie rozumiem mojej koleżanki, która mieszka w akademiku na Piątkowskiej i do Collegium Novum w centrum dojeżdża tramwajem. Mi to zajmuje rowerem 11 minut.


7 komentarze:

Anonimowy pisze...

A można, można, szczególnie, że pogoda dopisuje :) Zaraz wskakuję na swój wehikuł i pędzę sprawdzić czy pod Kaponierą nadal takie kolejki są :P
Alexandra

MindEx pisze...

może koleżanka nie ma roweru, albo boi się jeździć, boi się go zostawiać gdzieś pod uczelnią... powodów może być wiele. ja też jej nie rozumiem, ale pewnie zapytana o przyczynę by wyjaśniła i wtedy byśmy zrozumieli. pozdrawiam ;)

Poznań Bicycle Chic pisze...

Pogoda dopisuje. Fajne, rześkie, chłodne powietrze.

Jeżdżenie po polskich miastach rzeczywiście wymaga pewnej wprawy, którą jednak każdy może osiągnąć.

A co do zostawiania roweru, to mam zasadę, że do jazdy po mieście używam rowerów wartych max. 200 zł.
Parkuję dosłownie wszędzie w centrum, na osiedlach i jeszcze nigdy nikt nawet nie usiłował go ukraść (zapięcie kablowe na kluczyk)

Lepszy rower używam do turystyki.

Anonimowy pisze...

Sprawdziłam. W kolejce stało raptem 5 osób. Ale i tak miałam radochę z pedałowania. Dzisiaj z kolei zrobiłam sobie rundkę po centrum w godzinach szczytu.......i tez miałam radochę jak widziałam sznury samochodów.
Alexandra

Poznań Bicycle Chic pisze...

Bo wtedy był początek miesiąca, lawina studentów i akurat taka godzina.

Z tych sznurów korkujących się samochodów to rzeczywiście można mieć niezły ubaw.
Ostatnio miałem nieczynny rower i pół dnia musiałem jeździć samochodem.
Kurczę, jak źle się czułem. Taki niedotleniony, brak ostrości myślenia, obniżona energia, uczucie "przymulenia"

Anonimowy pisze...

Ja się po Poznaniu poruszam tylko rowerem lub pieszo. Z MPK korzystam w wyjątkowych sytuacjach jak np. załamanie pogody w postaci gradobicia, urwabia chmury, burzy z błyskawicami, erupcja wulkanu, tornado, tajfun i brak parasola :] Żałuję, że jak byłam na studiach to nie sprowadziłam sobie bicykla i ze Zbycha na Fredry jechałam 16-tką jak sardynka w puszce :] Nie wspomnę o sytuacjach jak pestka się psuła i czekało się godzinę jak ten osioł na przystanku z nadzieją, że może za minutę, dwie, cudem coś się ruszy i znowu będzie okazja poprzytulac się do współtowarzyszy w niedoli :] Teraz mam dziką satysfakcję jak śmigam z wiatrem a ludzie sterczą jak takie kołki na przystankach, w zatłoczonych i śmierdzących w szeczgólności latem tramwajach, autobusach czy w autach. Mam wrażenie właśnie, że są jacyś tacy przymuleni. A ja sobie podśpiewuję różne przyśpiewki, międzymordzie mi się śmieje i gwiżdżę na wszystko dosłownie i w przenośni. A tak poza tym 8 km rano rowerkiem do pracy i kawy nie trzeba pic :)

Alexandra

Poznań Bicycle Chic pisze...

I feel the same, Alexandro.
8 km do pracy, to całkiem imponująco.

Właśnie wczoraj miałem takie doświadczenie, że byłem przyjaciółmi w klubie przy Starym Rynku. Przyjechałem z Łazarza rowerem, co zajmuje mi ok. 10- 15'.
Koleżanka mieszka w Jagience- akademiku na Piątkowskiej (PST Słowiańska dla niewtajemniczonych). Dojazd rowerem na Piątkowską, to też ok. 15' (wiem, bo zmierzyłem osobiście).

Siedzieliśmy sobie w Cacao Republika, było miło, fajnie, gdyby nie to nerwowe spoglądanie na zegarek:
-O wpół musimy wyjść, żeby zdążyć na nocny tramwaj...
- Szybciej pij tą kawę, bo za 10 minut trzeba wychodzić...
- No dalej, bo mi pestka ucieknie i będziemy musieli kolejne pół godziny czekać...

Pogorszyło to atmosferę wieczoru. Wyszliśmy z knajpy, idziemy na przystanek na most Teatralny. Na Placu Wolności koleżanka mówi":
- o Boże, już za piętnaście, musimy szybko iść.
Pod Okrąglakiem:
- Już za osiem, chyba nie zdążymy i będę stała i marzła pół godziny na przystanku.

W końcu mówię:
- od 4 lat Cię namawiam, żebyś kupiła rower, a Ty ciągle uzależniona od tych tramwajów.
- eeee tam, ty zawsze to swoje, nie marudź.

Ostatecznie zdążyła i pojechała.

Kontakt: poznanbicyclechic@gmail.com

Jeżeli z jakichś powodów nie życzysz sobie, aby Twoje zdjęcie było na blogu, napisz do mnie, a usunę.

Poznań Bicycle Chic's Fan Box

Obserwatorzy