sobota, 19 listopada 2011

Czy władze Poznania miną się

jak dotychczas z potrzebami mieszkańców, chcących wygodnie jeździć rowerami po bezpiecznych drogach rowerowych ?



Celowo nie użyłem słowa "rowerzystów", bo to pachnie ideologią, subkulturą albo sportem.
A w tym wszystkim chodzi o to, by każdy człowiek zastanowił się, że może warto te 3 km do pracy jechać nie samochodem, czy tramwajem.

6 komentarze:

Marsjanin pisze...

"Rowerzysta" to sportowiec? No bez jaj. "Kolarz" czy "downhillowiec" to i owszem, ale "rowerzysta"? "Cyklista" za to mi się kojarzy (nieco niesłusznie) z ideowcem rowerowym... ;)

Czy władze miną się (z powołaniem)? Zapewne tak, bo nie dość, że żyjemy w Polsce, to jeszcze w Poznaniu... Smutne to, ale jak dotąd było prawdziwe.

Ale - zobaczymy.

3 km to mało, bardzo mało, tyle to bym chyba chodził. Póki co, rok przejeździłem 4-5 km do pracy a w efekcie oponka na brzuchu coraz większa. :] Nie, żebym jakieś kompleksy miał, ale to wku*wia, bo "przecież jeżdżę". :D Marzy mi się praca albo niekolidująca z rowerem albo rower wykorzystująca...

Poznań Bicycle Chic pisze...

"Sportowiec", to skojarzenia niektórych ludzi. Może niezupełnie słuszne, ale spotkałem się z tym.
A w ruchu cycle chic chodzi o przesunięcie roweru z kategorii "sport i turystyka" do rangi "przedmiot codziennego użytku"jak, odkurzacz, zapalniczka, pralka itp.

Opona na brzuchu. Hm... Osobiście uważam, że rower nie jest najlepszym spalaczem tłuszczu, chyba, że trenowany wyczynowo. Osobiście nie chciałbym trenować kolarstwa, bo jest to monotonne piłowanie tych samych, wyizolowanych grup mięśni, poprzez kręcenie korbami. I to oglądanie asfaltu, bo wyczynowcy muszą jeździć szybko.

Osobiście wolę rower jako środek komunikacji miejskiej i turystykę rowerową.

Jako sport, to preferuję coś wszechstronnego, gdzie używam wszystkich grup mięśni, porządnie się zmęczę i spocę, np. pływanie, bieg, capoeira, karate, kajaki (turystycznie), siłownię, łyżwy, turystykę górską itp.

Marsjanin pisze...

No co prawda to prawda, jak ja miałbym oglądać asfalt to bym zwariował. ;) Sport jakoś mi niespecjalnie po drodze, wolę inaczej marnować czas, no ale trudno się mówi. :) Z oponką to tak, że zacząłem żreć więcej jak jeździłem więcej na rowerze. Przez grubo ponad rok kurierowania ciała nie przybywało, teraz kręcę "grosze" a apetyt został, ot i cała filozofia...

Ale tak szczerze, to chyba wystarczy skończyć ze śmieciami i jeść normalne jedzenie... No cóż. Może jak się mi sytuacja życiowa nieco ustabilizuje.

Tymczasem już kupiłem licznik za niecałe 8 zł wraz z przesyłką - do zimowego roweru, bo nie chce mi się przemontowywać i przeprogramowywać mojego licznika. :)

Poznań Bicycle Chic pisze...

No właśnie, te cholerne kalorie nas gubią. Chce się fajnie wyglądać, ale jak widzę paluszki, ciastka i czekoladę, to kwiczę, a oczy mi świecą jak znicze.
Tak samo kocham potrawy mączne, a z punktu widzenia organizmu, to jest śmieć.
Potrzebna samodyscyplina !

A ja zamontowałem w moim Uralu przedpotopowe dynamo, wielkie, jak butelka.

Marsjanin pisze...

Produkty mączna to śmieć? Czemu w takim razie makaron jest tak zachwalany na forach okołokolarskich... A dynamit od Urala pokaż. :)

Poznań Bicycle Chic pisze...

Nie jestem dietetykiem, ale na chłopski rozum wiem, że makaron zwiera dużo węglowodanów, czyli dużo kalorii i jest wskazany dla osób, które dużo ich spalają.

Zresztą jedz ciasto, chleb, bułki pszenne, ciastka, pierogi i zobaczysz, jak będziesz tył. Poczytaj sobie o tym

Dynamo wkrótce pokażę.

Kontakt: poznanbicyclechic@gmail.com

Jeżeli z jakichś powodów nie życzysz sobie, aby Twoje zdjęcie było na blogu, napisz do mnie, a usunę.

Poznań Bicycle Chic's Fan Box

Obserwatorzy